Ex vs ex Ex

Około miesiąca temu miałem okazję na kolejnych targach małych wytwórni kupić na stoisku Anteny Krzyku podwójna winylową dziesiątkę dawnego wokalisty The Ex Josa Kleya aka G.W Sok. Płyta ”A Remarkable Machine” nagrana jest z nieznaną mi wcześniej grupa Action Beat.

Targi zbiegły się z premierą logpleja duetu Paal Nilssen – Love i Terrie Ex „Schoppenbonk” którą po wielu wielu przygodach z tłocznią udało mi się w końcu wydać i dosłownie przytargać na plecach na wspomniane wydarzenie. Fakt, że transakcje odbyły się na targach i dotyczyły grupy The Ex są  w zasadzie jedynym wspólnym mianownikiem dla obu tych wydawnictw. Być może jednak to dobra okazja do choćby hasłowego opisania kilku z aktywności obu kluczowych postaci tej holenderskiej kapeli.

Na początek biję się w piersi i  muszę przyznać, że po latach nie za bardzo mogę już słuchać pierwszej i chyba ciągle najpopularniejszej  płyty The Ex  z Tomem Corą pt „Scrabbing At The Lock”. Co może jest też szokujące dla niektórych z czytelników do niedawna nie śledziłem  nawet płyt The Ex z muzykam których sam wydaję czyli Kenem Vandenmarkiem i Matsem Gustafssonemi. Powód jest dość banalny zawsze było równolegle coś innego. Kiedy były płyty The Ex  z Tomem Corą wybuchnął akurat downtown jazz made in Knitting Factory i trzeba było naprawdę niezłego animuszu i środków finansowych żeby to wszystko ogarnąć. Z Knitting już prosta(?) droga do starego FMP, później Matchless, Erstwhile i w końcu człowiek się zestarzał….a The Ex było gdzieś przez bardzo długi okres obok. Zupełnie bez sensu….

Lubię natomiast ciągle wcześniejsze płyty The Ex np. podwójny kompakt „Joggers And Smogggers”, który będzie mi się kojarzył mi się nie tylko z pierwszą samodzielną zagraniczną wyprawą do Amsterdamu na początku lat 90 tych ale i mocnym skrętem w kierunku zainteresowań bardziej eksperymentalnym …jazzem i postaciami takimi jak Han Bennink czy Ab Baars. Po „Joggers and Smoggers” i równoległym przeoraniu całej dostępnej wówczas dyskografii Toma Cory wspomniany „Scrabbing At The Lock” wydawały mi się ledwo nawiedzonymi piosenkami avant punk rockowymi. Nieco lepiej było z drugą płytą The Ex  z Tomem Corą” And The Watherman Shrug Their Shoulders” która była po Exowemu “kwadratowa” a Tom Cora na szczęście  już nie uwodził natchnionymi melodyjkami lub rytmicznymi podkreśleniami. Coś tak kojarzę , że mogło się stać tak pod wpływem wydanego w międzyczasie albumu formacji  Roof który był trochę jak z The Ex a trochę nawiązywał do tradycji muzyki free. Ale to zupełnie na marginesie.

Bardzo podobała mi się za to płyta Terriego Ex z saksofonistą grupy – a właściwie luźnego kolektywu improwizatorskiego-Instant Composer Pool -Ab Baarsem. Kompakt „Hef” wydany został  dla Atavistic.  To już było to co lubię najbardziej jeśli chodzi o połączenie swobodnej improwizacji z rockiem. Punkowa, szorstka gitara Terriego  i koleś rodem z płyt jazzowego FMP ale prezentujący jeszcze bardziej surowy wręcz ascetyczny styl bez tych wszystkich okrągłojazzowych, obłych ozdobników i popisów. Muzyka sprawiała przy tym wrażenie złapanej na gorąco, chaotycznej, postrzępionej, niedopracowanej, niedbałej . To dziwne o tyle, że artyści  związani z ICP stanowili elitę i najlepszą wizytówkę free-jazzowej Holandii. Zresztą, przewijali się na płytach The Ex już od wspomnianej płyty Joggers And Smoggers  i być może mieli największy wpływ na ewolucję i to czym  teraz jest ta grupa „punkowych weteranów”.

Nie pamiętam, kiedy odszedł od grupy The Ex Jos.. z którym miałem przyjemność rozmawiać już w 1987 roku kiedy po koncercie Np.WAT na Marchewce – grupie  w której kiedyś grałem, właśnie wokalista Holendrów zaproponował nam wspólną mini-trasę po PRL. To najlepiej pokazuje jak otwartym i bezkompromisowym facetem był Jos. Przecież taki Np.WAT był no name’em, nie był częścią żadnej „sceny”punk czy hard core, każdej innej zresztą też. Mówiąc wprost rzadko nawet wychylaliśmy nosa z rodzinnego miasta. Dla osób które nie wiedzą o czym piszę Np.WAT grał i brzmiał na przełomie lat 80 tych i 90 tych  mniej więcej tak :

Biorąc pod uwagę powyższe kiedy  wiele lat później na wspomnianej na początku tekstu imprezie Arek Marczyński opowiadał mi o tej podwójnej dziesiątce , że „ jest to takie jak stare The Ex” zastanawiałem się  „niby po co mi teraz takie coś. Arek się jednak na szczęście trochę zagalopował w swoich rekomendacjach „A Remarkable Machine” okazuje się, że nie jest jak stare The Ex. Jest zupełnie nowe, inne i bardzo godne uwagi.

Po pierwsze, jak przyznał w jakimś wywiadzie Jos utwory na tę płytę zostały wyimprowizowane do jego tekstów. Tak wiec natura tej muzyki i to bardzo słychać już po odsłuchaniu pierwszej z czterech stron wydawnictwa jest bardziej improwizowana, nie ma formy zamkniętych piosenek: zwrotka – refren – zwrotka + recytacje  na noise’owym podkładzie. Innymi słowy mówiąc nie są to „dziwne” czy „drapieżne” piosenki, ale coś, co przez wiele lat określano jako noise – rock które to określenie mnie zawsze centralnie drażniło swoją pretensjonalnością ale w przypadku opisywanego materiału sprawdza się bardzo dobrze. Muzyka jest powyciągana – to pierwsze skojarzenie. Nie znaczy to że jest leniwa czy  w jakikolwiek inny sposób „powolna”. Poza partiami gitary basowej nie ma tu wyraźnej linii melodycznej. Zarówno gitary jak i perkusja ( perkusje?) tworzą coś na kształt zwartych bloków dźwiękowych, na które nakładają się coraz to nowe warstwy czy elementy- głównie gitarowe. Perkusja nie pełni tu jak w wielu noise – rockowych produkcjach zapętlonego prostego rytmicznego wypełniacza-metronomu tylko dosadnie uwypukla te wszystkie piętrowe gitarowe zawijasy. Uwielbiam taką muzykę jeśli chodzi o współczesny rock. Wyobrażam sobie, że taki prosty w sumie sposób daje muzykom ze względu na swoją wielowarstwowość nieograniczone możliwości zmian i kreowania za każdym razem czegoś nowego i nieprzewidywalnego. Jest też super przyjemny w odbiorze dla słuchacza a dzięki swoistej „transowości” także bardzo przystępny.

Nie wiem jak z tekstami, pewnie są one ważna częścią wydawnictwa. Nie czuje się kompetentny pisać o nich a płyta jest na tyle poruszająca i ciekawa,że głównie ze względu na muzykę postanowiłem ją opisać. Co więcej jestem pewien, że utwory takie jak „Heap of Clay” czy „Disappearing Man”, a przede wszystkim „Sentence Machine” zagrane instrumentalnie, puszczone anonimowo to znaczy bez mówienia że śpiewa tu facet z Ex zachęciłyby mnie  i tak  i to nie tylko do wysłuchania ale być może i wydania. Póki co wątpię że Action Beat pojawi się gdziekolwiek w Polsce. Mieli podobno grać w Zamku Ujazdowskim w CSW ale nic z tego nie wyszło.

abeat-sok_page_image

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>